Iran

Notatki z Iranu. Sziraz, baśniowe meczety i dwie twarze islamu

shiraz

Sziraz, nazywany miastem poetów jest soczewką, która skupia wszystko co dla Iranu charakterystyczne – od bogatej kultury, gościnności i pięknych meczetów po chaos i zderzenie z Islamem (także w jego konserwatywnej formie).

Ta mieszanka sprawiła, że nigdzie indziej podczas tej podróży nie myśleiliśmy o Iranie równie mocno, równie intensywnie. Poniżej krótki zapis z wędrówki po Szirazie wraz z dygresjami spisywanymi na bieżąco, jeszcze tam, na południu kraju, u podnóża gór Zagros, nieopodal ruin starożytnego Persepolis.


Autobus komunikacji miejskiej wyrzucił nas na końcowej stacji. Był to dworzec, a właściwie wielki plac, z rdzawo żółtymi wiatami przystankowymi. Ulicą sunęły wysłużone patayany i białe saby irańskiej produkcji. Bez mapy, wiedząc tylko, że w pobliżu powinien znajdować się jeden z czterech najważniejszych meczetów w całym Iranie, zaczęliśmy szukać właściwej drogi.

Wzdłuż ulicy, na murkach siedzieli ludzie. Kobiety niemal wszystkie ubrane od stóp do głów w czarne czadory. Dużo więcej niż w Teheranie, gdzie kobiety często przekładały głowę zwiewną chustą – tak skąpo by nie odbierać sobie uroku, ale na tyle szczelnie, by uniknąć czujnych spojrzeń strażniczek rewolucji. Spotkanie z nimi to w najlepszym wypadku wysłuchanie reprymendy, w najgorszym wizyta w areszcie.

Hidżab, czyli „nakrycie” stał się jednym z przymiotów islamu, a kobiety nim przykryte to często pierwsze skojarzenie z muzułmanami.

Co ciekawe, tradycja zakrywania ciała w dużej mierze uwarunkowana została nie religijnie, a kulturowo. Stąd tak różne stroje kobiet, w zależności od położenia na mapie świata.

Burki – czyli czarne suknie, zakrywają całą postać wraz z oczami, noszą je kobiety afgańskie. Wśród liberalnych Iranek dominuje właśnie hidżab, czyli zwiewna chusta, często odsłaniająca kosmyki włosów. Bardziej konserwatywne mieszkanki Persji ubierają czadory – materiał zakrywający całe ciało kobiety, ale w pełni odsłaniające twarz. Zwyczaj ten wziął swój początek z jednego z wersetów w Koranie – kobiety wychodzące na ulicę wieczorami mylone były z prostytutkami, dlatego też księga radzi by dla własnej ochrony stosowały zasłonę (hidżab).

– Lęk przed kobiecą seksualnością znajduje się w centrum religijnego fundamentalizmu – pisze marokański pisarz Tahar Ben Jelloun w swojej książce Co to jest islam?, którą podczytuję irańskimi wieczorami, z lekką obawą czy w teologicznym kraju jest to lektura dozwolona. – Burka jest karykaturą przesadnej interpretacji tekstu religijnego i zdradza ogromny lęk mężczyzny przed kobietą. Mężczyzna akceptuje jej istnienie tylko pod warunkiem pozbawienia jej wolności. To nie ma nic wspólnego z islamem, jest raczej seksistowską patologią – ocenia Ben Jelloun, podkreślając niereligijne źródło tego zwyczaju.


A więc Sziraz. Miasto ogrodów i miasto poetów. Tu w XIV wieku urodził się najsłynniejszy z nich – Hafez, a jego mauzoleum na obrzeżach miasta nadal odwiedzane jest przez rzesze turystów. Gdyby żył teraz, być może pisałby do szuflady, albo zmagał się z cenzurą obyczajową. Choć był uczonym w piśmie, nie stronił od wierszy o miłości („gdybyż Turczynka ta z Szyrazu zechciała sięgnąć po serce moje, za jeden jej hinduski pieprzyk dałbym Bucharę, Samarkandę!”). W Iranie rządzonym obecnie przez ajatollahów to mogłoby być za wiele.

Szukając drogi do meczetu Shah Cheragh, tym razem próżno było liczyć na pomoc miejscowych. Każdy wskazywał w przeciwnym kierunku. Sziraz jawił się jak labirynt, pełen zgiełku i obojętności wobec przyjezdnych. Był za dużym miastem by miał czas się nami zainteresować. Jakby mówił: „przecież jesteś tu przybyszu tylko dla Persepolis, jedź więc za miasto i nie zawracajmy sobą głowy. Narastało w nas poczucie obcości.

To jest ten moment w trakcie podróży, kiedy przychodzi ochota na zrobienie kroku wstecz. Ta chwila gdy chcesz powiedzieć: „dziękuję, to ja wrócę jutro” i przepaść na chwilę, wyjść poza kontekst, zaczerpnąć świeżego powietrza.

– Świat i wszystko, co na nim, jest mały i krótkotrwały: nie żałuj mi tego, co godne poznania wśród tych marności – pisze Hafez. Nie znaliśmy wówczas tych słów, ale podwinęliśmy rękawy, zarzuciliśmy plecaki na plecy i ruszyliśmy na chybił trafił w stronę pierwszych zabudowań, od których odbijał się śpiew muezina zapraszającego do wieczornej modlitwy.

Droga prowadziła prosto na bazar. W dawnym karawanseraju rozsiedli się sprzedawcy daktyli, drobni rzemieślnicy, handlarze antykami i kupcy handlujący czym popadnie, od odzieży po sprzęt AGD.

Co ciekawe, perskie targowiska zupełnie nie przypominają gwarnych i chaotycznych arabskich suków. Są uporządkowane i ciche. W tych zlokalizowanych w zamkniętej przestrzeni w ucho wpada jedynie miarowy stukot rzemieślniczych młotków (irańskie naczynia miedziane należą do najbardziej cenionych na świecie – szczególnie błękitne Mina kari).

Życie na bazarze w Persji wyznacza coś jeszcze: zwyczaj, forma grzecznościowa czy też etykieta zachowań, nazywana Taarof. To pewnie w nim tkwi jedna z tajemnic irańskiej gościnności, choć pewnie nierzadko też wprowadza w zakłopotanie albo prowadzi do niezrozumienia.

Taarof to grzeczność w wydaniu skrajnym, za którą często kryje się chęć umniejszania sobie. W warunkach handlowych jest odwrotnością negocjacji znanych z arabskich suków.

To sprzedający oferuje swoją usługę bądź dobro po zaniżonej cenie, a po stronie kupującego leży obowiązek (wynikający z kultury) do podwyższenia ceny i wyrażenia przekonania o wartości kupowanej rzeczy. Gdzieś na granicy przyjętego zwyczaju i poglądowej ceny negocjacje zostają zakończone, a obie strony mogą dobić targu.


Zobacz też: Iran – nie taki jak go malują – notatki z Teheranu


Z chęcią pomocy i gościnnością w Iranie spotykaliśmy się wiele razy, za każdym razem zastanawiając się czy to jest taarof? Czy powinniśmy wejść w skomplikowaną, intuicyjną grę, której reguły dla europejczyków są trudne do odgadnięcia, bo osadzone głęboko w perskiej kulturze i tradycji? Staraliśmy się badać powstałą relację, licząc na zrozumienie, choć być może (oby nie) niepostrzeżenie, niechcący kogoś uraziliśmy (pewne jest natomiast, że taarofu wobec turystów nie stosują irańscy taksówkarze. Stawki dla europejczyków bywają dziesięciokrotnie wyższe niż dla miejscowych).

Meandrując po uliczkach bazaru, prowadzeni głosem muezina o wczesnym zmierzchu wreszcie dotarliśmy do „Króla Światła„. To meczet Shah Cheragh, jedno z najważniejszych świętych miejsc dla szyitów, cel pielgrzymek muzułmanów z całego Iranu. Wzniosła go wraz ze szkołą teologiczną w XIV wieku królowa Tashi Khatun. Miejsce nie było przypadkowe, bowiem znajdowały się tu wcześniej groby dwóch braci Ahmada i Muhammada, synów siódmego imama szyickiego Musy al-Khadim. Bracia schronili się w Szirazie w trakcie prześladowań szyitów przez Abbasydów na przełomie VIII i IX wieku.

Przed wejściem do kompleksu zostajemy rozdzieleni. Kobiety przechodzą przez specjalne pomieszczenie, gdzie otrzymują czador. To nakrycie w wersji „soft”, kolorowe, biało-niebieskie, być może po to by na świątynnym placu łatwo odróżnić nie-muzułmanki, a może by nie wprawiać gości w dyskomfort, ubierając w niepokojący, jednolicie czarny materiał, tak bardzo stereotypizowany w naszej kulturze.

Trafiamy do koedukacyjnej poczekalni, gdzie zostajemy poczęstowani sokiem. Otrzymujemy też specjalną broszurkę, w której wita nas po angielsku ajatollah Chamenei – najwyższy religijny przywódca w Iranie.

Ajatollah odnosi się do niedawnych zamachów terrorystycznych w Europie, koncentruje się jednak głównie na wytknięciu Zachodowi kreowania fałszywego wizerunku muzułmanów, opartego na przemocy i terroryzmie właśnie.

Czytam z zaciekawieniem i czekam na słowa potępienia dla zamachowców, ale ich nie znajduję. Nie lubię radykałów. I tak jak denerwuje mnie stawianie znaku równości między muzułmaninem a terrorystą, tak teraz jestem rozczarowany, że Chamenei w swoim „orędziu” do gości z zagranicy nie szuka porozumienia. Jego słowa przypomnę sobie ponownie, już kilka tygodni później, gdy na lotnisku w Paryżu będziemy nerwowo wyczekiwać wylotu z Francji, kilka godzin po zamachach w teatrze Bataclan.

Po chwili w dwóch grupach – męskiej i kobiecej, wraz z anglojęzycznymi przewodnikami ruszamy by zobaczyć wnętrze Shah Cheragh. Z zewnątrz wczesnym wieczorem meczet prezentuje się jak z okładki „Baśni tysiąca i jednej nocy”. Prawdziwie zdumiewający jest jednak wewnątrz. Niemal jego każda ściana pokryta jest drobnymi odłamkami luster, które odbijają światło w każdą stronę. Tych małych lusterek w całym meczecie są miliony, co wprawia w ogromne, hipnotyzujące wręcz wrażenie.

Suniemy tak przez Shah Cheragh stąpając po pięknie haftowanych dywanach, uważając na wiernych, modlących się w każdym jego zakątku. Na koniec wędrówki, w dużej sali przygotowanej zapewne pod zgromadzenia religijne grupy męska i kobieca łączą się. Odprowadzani jesteśmy już razem. Następnego dnia rano mamy zobaczyć meczet, których uchodzi za jeszcze piękniejszy.

To Nasir ol-Molk (Różowy Meczet). Z zewnątrz wygląda jak wiele innych. Jego tajemnicą są witraże umieszczone na jednej ze ścian. To dzięki nim, w godzinach porannych gdy promienie słońca zaglądają do meczetu, na jego dywanowej posadzce pojawiają się przepiękne, kalejdoskopowe odbicia. To chyba najbardziej fotogeniczne miejsce w całym Iranie.

Chwilę po wyjściu z Różowego Meczetu wsiadamy do taksówki, która zabierze nas do Persepolis. Nawet jeśli Sziraz miał być tylko przystankiem w drodze do starożytnych ruin wielkiego miasta, to było warto.

Ajatollah-smie-watpic_Iran od środka
Hooman Majd, Ajatollah śmie wątpić. Paradoks współczesnego Iranu. Kraków 2010.
O życiu w zamknięty na długie lata przed światem zachodnim Iranie pisało się mało. Atmosfera nie sprzyjała raczej wymianie informacji. Któż zatem mógłby podjąć tę tematykę jeśli nie Amerykanin irańskiego pochodzenia? Oto właśnie Hooman Majd, syn dyplomaty z czasów szacha, wnuk jednego z ajatollahów, wychowany w zachodniej kulturze obywatel Stanów Zjednoczonych. Majd w miarę możliwości (pochodzenie niczego mu bowiem nie ułatwia, a wręcz przeciwnie) bywał w Iranie, a obserwacje zebrał w swojej pierwszej książce. Opisuje i tłumaczy Iran, z delikatną ironią pokazując tytułowe paradoksy. W książce znalazł miejsce nie tylko dla polityki i szyizmu, ale przede wszystkim dla irańskiej codzienności, o stosunku Irańczyków do Zachodu i zachodniej kultury w świecie, o perskiej dumie i perskiej pokorze (ta’arof – niezwykle interesujące), o kobietach w zdominowanych przez mężczyzn świecie, o używkach tam, gdzie są one zakazane… Świetny klucz do irańskiej rzeczywistości, łączący tradycję i współczesność.

0 comments on “Notatki z Iranu. Sziraz, baśniowe meczety i dwie twarze islamu

Dodaj komentarz