Nepal

Katmandu głęboko sugestywne – to miasto potwór, miasto wyzwanie

katmandu na placu durbar

Katmandu smakuje suchym pyłem zgrzytającym między zębami jak owocowe landrynki. Zapach gęstych spalin miesza się z aromatem olejków. To miasto potwór – przybysza pochłania. Ale jednocześnie to miasto do głębi sugestywne. Bo Katmandu oznacza przygodę. Tę w najczystszej postaci, autentyczną, wolną od turystycznej sztampy, bezwzględnie otwierającą na to, co inne.

A skoro Katmandu tak działa na zmysły, wybierzmy się w podróż przez stolicę Nepalu drogą każdego z nich: wzroku, węchu, smaku, słuchu i dotyku.

Węch – zapach palenisk Paśupatinath

Stos usypano z kwiatów splecionych w kolorowe warkocze. Żółtawych i oranżowych. Dolną część konstrukcji wyłożono suchą trawą. Całość umieszczono na drewnianych belach, przypominających tratwę lub niezgrabnie wyrzeźbione czółno. Spod pieczołowicie usypanego kopczyka tylko sprawne oko dojrzy wystająca, nagą stopę.

Witajcie w Paśupatinath, jednej z największych świątyń Siwy na Świecie. To najważniejsze miejsce dla nepalskich hinduistów (90% Nepalczyków wyznaje hinduizm, 8% buddyzm).

Pasupatinath

Paśupatinath przypomina oddalone od niego o ponad 500 kilometrów hinduskie Waranasi. Tak jak tam w świętym Gangesie, tak tu, w Katmandu, w wodach rzeki Bagmati odbywają się rytualne kremacje. Na kamiennych schodach układane są ciała zmarłych, które następnie zostają podpalone, a prochy trafiają do rzeki. W całym kompleksie unosi się specyficzny zapach kadzideł wymieszanych z dymem płonących palenisk.

To jedno z tych miejsc, w których Katmandu odczuwa się najintensywniej, w szalonej miksturze znaczeń i zapachów.

Dla hinduistów kremacje są niezwykle ważne. Wierzą, że spalenie ciała pozwala duszy na ostateczne wyzwolenie. W ceremonii pogrzebowej biorą udział głównie mężczyźni. Kobiety obserwują pogrzeb w oddaleniu (płacz podczas pogrzebu jest niewskazany i ma przynosić pecha).

Paśupatinath

Obserwując rytualne kremacje w Paśupatinath wydaje się jednak, że w Nepalu względy tradycji traktowane są swobodniej, a kobiety choć nieliczne, także pojawiają się na schodach schodzących do rzeki Bagmati. Po drugiej stronie brzegu dzieje się zresztą jeszcze jeden rytuał – na wskroś świecki, kontrastujący z intymnością ceremonii pogrzebowych. W odróżnieniu od Waranasi kremacje można obserwować, dozwolone jest także fotografowanie. Dlatego z reguły ustawia się tu tłum gapiów w ciszy uczestniczący w funeralnych uroczystościach.

Paśupatinath

Słuch – rock’n’roll na Thamelu

Hey! Teacher, leave us kids alone!” odbija się echem od odrapanych ścian ciasnych uliczek Thamelu. W brudnym i oddającym wieczorne ciepło Katmandu, głos Rogera Watersa przyjemnie przywołuje dźwięki dzieciństwa i w rozwibrowanej stolicy Nepalu przenosi do odległego o tysiące kilometrów domu. Za zakrętem Watersa już nie słychać. Dobywają się za to bracia Followill, czyli Kings of Leon. Refren „Sex on fire” zgrywa się akurat z kichnięciem staruszki siedzącej na chodniku. Od tej pory ten utwór przestałem traktować poważnie.

Spacer po Thamelu to podróż w historię (przede wszystkim amerykańskiego) rocka. Na szutrowych uliczkach słychać Led Zeppelin, Deep Purple, Jima Hendrixa i Janis Joplin. Mijają nas riksze, uliczni sprzedawcy, turystyczni naganiacze, a w słabiej oświetlonych miejscach (wcale nieszczególnie ukrytych) handlarze narkotykami, marihuaną, a przede wszystkim haszem.

Tak wygląda Thamel. Centrum życia turystycznego Katmandu. Miejscowi nazywają je skansenem, miastem w mieście lub po prostu gettem.

thamel katmandu

Historia Thamelu turystycznego zaczęła się w latach ’70 XX wieku kiedy Katmandu znalazło się na tzw. Hippie Trail – szlaku hippisów. Była to trasa, którą hippisowska młodzież przemierzała z Europy w kierunku krajów Azji Wschodniej. Oprócz Katmandu na trasie znajdował się afgański Kabul, pakistański Peshawar, hinduskie Delhi i Goa, a przede wszystkim tajski Bangkok.

W Katmandu hippisi znaleźli swój przyczółek na obecnej Old Freak Street (wcześniej po prostu Freak Street). Nepalski rząd pozwalał wówczas na legalny zakup m.in. marihuany i haszyszu. Pod koniec lat ’70 proceder ten został zakazany, a ruch hippisowski „przeniósł się” do Indii. W Katmandu „hippisowski biznes” został zamieniony na turystyczny, a Thamel konsekwentnie obierał współczesną formę.

thamel w katmandu

Teraz to dzielnica, która budzi ambiwalentne emocje. Z jednej strony jest modelowym przykładem dzielnicy turystycznej, która inwazyjnie wywarła piętno na mieście, tworząc w nim obcą enklawę. Z drugiej strony hippisowska przeszłość w połączeniu z górskim zacięciem (pełno tu sklepów z górskim asortymentem, mapami i podróbkami odzieży najlepszych marek) tworzy jedyną w swoim rodzaju miksturę. Jest też oazą na złapanie oddechu po zderzeniu z nepalską rzeczywistością, zwłaszcza w pierwszych dniach po przyjeździe.

Smak – niekończąca się dosypka dal bhat

Są takie dania, które po przyjeździe do nowego kraju przyjemnie pobudzają nasze kubki smakowe, ale po kilku dniach trudno już na nie patrzeć. Wszystko przez nieznośną monotonię smaków. Tak miałem m.in. z chaczapuri w Gruzji, które intensywnością wiejskiego sera po kilku dniach aż przytłaczało, tak jest też z dal bhatem. To tradycyjny posiłek z gotowanego ryżu (bhat) i zupy z soczewicy (dal).

dal bhat w katmandu

Podawany jest z całym zestawem aromatycznych przekąsek (takim „nepalskim meze”). Dominuje tu kurkuma, kminek, kumin i kolendra. Niebo w gębie, ale do czasu. Nepalczycy podają dal bhat lub potrawy o podobnej nucie smakowej o każdej porze dnia, a na trekkingu w Himalajach często wyjścia nie ma – dal bhat jest niemal jedynym pożywnym daniem w schroniskowej karcie. To też opcja ekonomiczna, bo na bhat (ryż) z reguły obowiązuje niekończąca się „dolewka” (czyt. dosypka), więc można najeść się do syta.

Zobacz też: Jak wygląda trekking w Himalajach – co warto wiedzieć przed startem?

pierożki momo w nepalu

W Katmandu droga ucieczki przed ryżem z soczewicą jest jednak prostsza, a w sukurs przychodzą pierożki momo. Pod tą wdzięczną nazwą skrywają się przepyszne pierogi przypominające gruzińskie chinkali. Najczęściej podawane z mięsem lub w wersji warzywnej. Zawsze z dużą porcją przypraw i w towarzystwie sosów.

Małpi dotyk

Małe, włochate łapki, jedno szybkie szarpnięcie i paszport, dokumenty, aparat lądują za świątynnym murem. Gospodarze nie mają litości i w poszukiwaniu łakoci stosują grę na zwinność i spostrzegawczość. Bez żadnych zasad, gościnność zastępując co najwyżej obojętną akceptacją. Ich domem jest Swayambunath – buddyjski kompleks religijny i jedno z najważniejszych miejsc kultu w Nepalu. Zwane inaczej świątynią małp, bo to one tu rządzą.

świątyni małp w katmandu

Wszak uznawane są za święte, a buddyści wierzą w ich niezwykłe pochodzenie. Gdy Bodhisattwa Manjusri tworzył Dolinę Katmandu miał nie zwracać uwagi na swoje rosnące i zmierzwione włosy. Z czasem w dredach zalęgły się wszy. Manjusri nie mógł jednak skrzywdzić żadnej żyjącej istoty. Nieproszone wszy zamienił więc w małpy.

świątynia małp katmandu

Wzrok – klisze, migawki, wspomnienia

Z każdej podróży po latach zostają w głowie niepowiązane ze sobą migawki, z których pamięć układa własną opowieść. To podróż przeżywana na nowo i doświadczenie na wskroś subiektywne. Takich zapamiętanych klisz z Katmandu mam co najmniej kilka:

🇳🇵 W centrum Thamelu do knajpy serwującej pierożki momo wbiegła mysz. Żwawo przeskoczyła próg drzwi i udała się na dalsze zwiedzanie. Kelner szybko zareagował, kątem oka zobaczyłem jak rusza w jej stronę. Zastygłem i starałem się odpędzić w myślach wizualizację nadchodzącej egzekucji. Wtem mysz przebiegła ponownie, a za nią kelner z rozłożonymi rękoma, próbujący zastąpić jej drogę i wskazać drogę do wyjścia. Spektakl trwał może z półtorej minuty, a dość komiczny taniec kelnera i myszy zakończył się opuszczeniem przez nią lokalu. Z własnej woli.

🇳🇵 Boazeria na ścianach i przytulne dywany na podłodze. Tak wygląda hala odbioru bagaży na lotnisku w Katmandu. Trochę jak u nas salki w dawnych domach wczasowych, idealne pod dansingi. Natomiast lotniskowa hala odlotów to ciasne pomieszczenie. Obok nas, przedzielona ścianką z plexi na lot oczekiwała załoga naszego samolotu – piloci i stewardessy. Egalitarnie.

🇳🇵 Nepalskie ciężarówki to małe galerie sztuki na czterech kołach. To popularny zwyczaj w krajach tej części Świata – w Pakistanie, Afganistanie, czy właśnie Nepalu. Jest nawet grono artystów specjalizujących się w takich malowidłach. Dekoracje często nawiązują do sfery prywatnej właściciela – ważnych dla niego wierzeń, tradycji czy po prostu motywów z życia codziennego.

nepalska cieżarówka

malowana ciężarówka w nepalu

🇳🇵 Jedzenie, mycie, pranie, wylewanie nieczystości – zdecydowaną większość codziennych czynności mieszkańcy Katmandu wykonują przed swoimi domami. To niestety skutek fatalnych warunków sanitarnych. Spacer przez niektóre ulice miasta mimochodem zamienia się w podglądanie zwykłego życia Nepalczyków.

🇳🇵 Niektóre skrzyżowanie w Katmandu to plątanina uliczek, ruchu kołowego i pieszego, a nad tym wszystkim niezliczonej ilości kabli elektrycznych. To elektryzująca metafora całego miasta, pięknego i potwornego, a może pięknie potwornego? Miasta zapadającego w pamięć, jak żadne inne.

skrzyżowanie w katmandu

To kolejna migawka z Nepalu. W Pokharze, na grzęzawisku, z którego uczyniono stację autobusową weszliśmy do jednego z busów, a z głośników wybrzmiał ten utwór. Kapitalny klimat. Zespół Nepathya powstał w 1990 roku i jest jednym z niewielu nepalskich formacji, które wypłynęły poza granice kraju – m.in. w 2013 roku dali koncert na Wembley.

0 comments on “Katmandu głęboko sugestywne – to miasto potwór, miasto wyzwanie

Dodaj komentarz