Albania

Riwiera Albańska i Ksamil. Lazurowe wybrzeże krainy orłów

albania riwiera

Palące słońce, niebieskie niebo, przejrzysta woda, czysta plaża… Czytając obiecujące zapowiedzi naszego przewodnika, kierowaliśmy się z kontynentalnej Albanii na południe. Droga meandrowała między górami, siła odśrodkowa niebezpiecznie zarzucała niewielki bus a my myślami byliśmy już w Sarandzie.

Na miejscu pierwsze kroki skierowaliśmy na plażę. Szkło, druty i pozostałości dawnego bunkru. Poczuliśmy, że swoje wyobrażenie będziemy musieli zrewidować. Ale spokojnie – kurortowa Saranda to nie wszystko, a nawet nie drobna część tego, co oferuje nadmorska część Albanii.

Dlaczego nie Saranda?

Cóż, wystarczy wyszukać w internecie jej zdjęcie sprzed dwudziestu lat. Nic na nich nie ma? Otóż to. Jeszcze niedawno Saranda była niewielką portową miejscowością. Gości raczej żegnała niż witała. Stąd na początku lat 90 wielu Albańczyków próbowało przedostać się do Grecji (z Agios Stefanos na Korfu doskonale widać albańskie wybrzeże).

W ostatnich latach stale rozwijająca się infrastruktura turystyczna całkowicie odmieniła oblicze miasteczka.

Piętrzące się pod górami gmachy hoteli, wyłaniające się zza rogów place budowy, sympatyczny, ale skromny deptak, beton, beton, rdzawa barierka, beton. Otworzyliśmy więc mapę, zaczerpnęliśmy języka i ruszyliśmy na południe.

Butrint

Około trzydziestu kilometrów od Sarandy, na skrawku Albanii niemal sąsiadującym z Korfu leży Butrint. To nazwa obszernego jeziora, ale też rozciągającego się wokół niego Parku Narodowego. Nad nieruchomą taflą wody raz po raz przelatują ptaki, dla których okoliczne mokradła stanowią punkt w ich migracjach. Zieleń nadmorskiej południowej przyrody stanowi sielską całość z błękitem nieba, który odbija się w jeziorze. Tego nam było trzeba. Ale to nie wszystko: wśród nadbutrińskich drzew kryje się także stanowisko archeologiczne, prawdziwa kapsuła do cofania się w czasie.

 

Początki osadnictwa w Butrincie sięgają czterdzieści tysięcy (!) lat wstecz. Burzliwa historia osady zapisana została w kamieniu. Mniejsze i większe, wyrzeźbione pojedyncze sztuki i te formujące całe mury, są śladem dawnej świetności osady położonej przy ważnym szlaku handlowym. Aleja drzew eukaliptusowych prowadzi nas do miasta, w którym wzdłuż wyznaczonego szlaku natykamy się m.in. na pozostałości świątyń poświęconych starożytnym bogom, używanego po dziś dzień teatru, bram prowadzących do miasta i bazyliki, której rozmiary robią wrażenie do tej pory, pomimo że zachowały się tylko jej ściany boczne.

Co najważniejsze – nie jesteśmy oddzieleni od historii barierką. Większość obiektów jest całkowicie dostępna dla zwiedzających.

Takie zwiedzanie „po albańsku” to miła odmiana. Chociaż są też takie miejsca, o które dba się szczególnie. Na przykład nie zawsze można zobaczyć doskonale zachowane mozaiki, z których słynie Butrint: często są celowo zasypane piaskiem dla ochrony przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi.

albania riwiera

Ksamil

Było mocne słońce, niebieskie niebo, woda… a co z plażą?
– Naprawdę było pusto? W lecie to nawet ręcznika nie można rozłożyć na tej plaży. Tyle ludzi przyjeżdża – nasz gospodarz był wyraźnie zdziwiony. A my mieliśmy chyba dużo szczęścia, ze przyjechaliśmy do Ksamilu zanim rozpoczął się sezon urlopowy.

Zastaliśmy ciche miasteczko i prawie puste plaże. Ksamil słynie z pięknego wybrzeża, krystalicznej wody i kilku rozsianych na horyzoncie wysepek. Krajobraz jak z katalogu biura podróży, a fotografie mogą trochę udawać te robione na Hawajach. Mieszkańcy poznali już wartość tych widoków, branża turystyczna kwitnie a w sezonie wakacyjnym tłumy wczasowiczów zalewają tutejsze plaże. Na szczęście nas to nie dotyczy – w połowie maja gorącym słońcem można się cieszyć w ciszy i w samotności.

Porto Palermo

Na podobne plaże można też natrafić kierując się na północ od Sarandy. Najpierw trzeba pokonać odcinek krętej drogi w górach, ale kiedy schodzi ona w kierunku morza wystarczy wytężyć wzrok żeby znaleźć coś dla siebie. Najlepiej poszukiwanie plaży połączyć z wizytą w pięknie położonym zamku w Porto Palermo. Wzdłuż południowego wybrzeża albańskiej riwiery wije się niedawno wyremontowana droga. Można przemieszczać się komunikacją, natomiast nie ma żadnego problemu z autostopem. Albańczycy chętnie podwożą, nawet gdy w samochodzie nie ma miejsca;) W ten sposób docieramy do dzikiej zatoki koło Qeparo. Mieliśmy rację. Saranda to nie wszystko. Słońce, niebo i plaża czekały na nas gdzieś indziej.

*Wstęp na teren parku w Butrincie kosztuje 700 leków. Autobusy odjeżdżają kilka razy dziennie z Sarandy. Przejeżdżają też przez Ksamil. Spokojnie można spróbować też autostopem.

*Saranda dynamicznie się rozwija. My byliśmy tam wiosną 2014 roku. Być może sporo się już zmieniło. M.in. rok temu miał zostać wydłużony deptak.

Ismail KadareObyś żył długo i umarł od kuli!
Ismail Kadare, Krew za krew

Okryte mgłami Góry Przeklęte na północy Albanii i tajemniczy górale żyjący zgodnie z zasadami Kanunu – albańskiego prawa zwyczajowego, które dotyczyło wszystkich obszarów życia. Książka kandydata do literackiej Nagrody Nobla opowiada o fragmentach Kanunu dotyczących prawa krwi: „To prawdziwa konstytucja śmierci (…).Jest to konstytucja dzika i bezlitosna, lecz jednocześnie jedna z najpotężniejszych na tym świecie i my, Albańczycy, powinniśmy być z niej dumni.” Zemsta krwi, besa, niezliczone murany, czarne opaski na ramionach naznaczonych śmiercią…
Powieści tej nie można traktować jak przewodnik po aktualnej Albanii, za to znajdziemy w niej coś głębszego – fundament albańskiej tożsamości.

0 comments on “Riwiera Albańska i Ksamil. Lazurowe wybrzeże krainy orłów

  1. Ksamil faktycznie najlepiej odwiedzić właśnie poza sezonem, bo w lipcu i sierpniu bywa tam tłoczno, a co ciekawe głównie spotkać tam można Polaków, którzy sobie to miasto wyjątkowo ukochali. Saranda generalnie przez wielu uważana jest za okropne miasto, ale na swój sposób może być urokliwa, aczkolwiek my i tak wolimy noclegi na dziko i do miast zaglądamy głównie na spacer i zrobienie zakupów.

Dodaj komentarz