Iran naszym okiem TOP

Iran. Nie taki jak go malują

iran

Nie ma chyba na świecie kraju o tak zafałszowanym wizerunku. Opowiadanie o Iranie to jak dawanie świadectwa normalności. Zamiast przemocy wyjątkowa gościnność, zamiast rakiet zapach kardamonu i miętowej herbaty. Ale też zamiast demonstracyjnego politycznego nacjonalizmu, przygnębienie i pragnienie wolności jego mieszkańców, żyjących w kraju rządzonym autorytarną ręką duchownych. Iran nie jest taki jak przez lata malowały go zachodnie media, ale też lukier, którym oblane są internetowe relacje z „kraju Persów”, nie jest tak słodki jak mogłoby się wydawać.

– W Iranie wszyscy jesteśmy tacy sami. Bogaci, biedni, młodzi, starzy. Wszyscy jesteśmy nieszczęśliwi – powiedział M. gdy spacerowaliśmy parkiem Jamshidieh w środku nocy.

To miejsce to mała igraszka szacha Rezy Pahlaviego. Rozbudowany za jego rządów, wielohektarowy, pnie się po wzgórzach północnego Teheranu. Dochodzi trzecia w nocy, ale tu tętni życie. To ten „lepszy” Teheran. Wokół znajdują się wille największych prominentów. Polityków i przedstawicieli biznesu. Sprzyja im los, ale też geografia. Z racji położenia jest tu chłodniej niż w innych częściach miasta. Na parkingu drogie marki samochodów. Być może nigdzie nie widzieliśmy w Iranie ich więcej. Przeważnie na ulicach pojawiają się tylko irańskie Iran Khadro, wysłużone Patayany i białe Saaba. Ponoć lekkie uderzenie pięścią wystarcza by przebić karoserię. Ich kruchość w połączeniu z szaleństwem za kółkiem sprawia, że na irańskich drogach rocznie ginie prawie 30 tysięcy kierowców. Niewiele mniej ofiar pochłaniała trwająca osiem lat wojna iracko-irańska.

W sobotni wieczór w Jamshidieh o wypadkach jednak nie myślą, o wojnie być może już tak. Właśnie kończy się „tydzień wojny”.

Przez kilka dni na teherańczyków z billboardów i latarni patrzyły wizerunki męczenników, a w parkach pojawiły się okolicznościowe instalacje. Niektóre wyglądają jak „małpie gaje”, tylko zamiast karuzeli i huśtawki, dzieci wchodzą do schronów i bawią się karabinami. Choć nie wszystkie tak robią. Dla ich rodziców to święto to element nacjonalistycznej układanki budowanej od lat przez polityków. Irańczyk powinien być gotowy bo wróg czuwa. Kiedyś był nim Irak, do niedawna USA, teraz Arabia Saudyjska, z którą kraj Persów rywalizuje o wpływy w regionie. W lipcu 2015 roku Hasan Rouhani, prezydent Iranu, podpisał porozumienie ze światem zachodu. W styczniu 2016 roku zniesiono embargo. Być może to dzieło przypadku, ale niedługo po podpisaniu umowy, w polskim internecie pojawiła się seria artykułów wychwalający turystyczne walory kraju. „Perła Bliskiego Wschodu” – pisano.

Iran jest zakładnikiem takich prostych kliszy. Wojenne obrazki, zastępuje w mediach barwna, perska egzotyka. I odwrotnie – w zależności od celu, jakiemu ma służyć przekaz.

Tymczasem to kraj wymagający, „normalny”, ale inny zarazem. Z bogatą historią, często europejskim sposobem patrzenia na świat, ale też z silnie zakorzenioną muzułmańską religijnością.

– Pamiętaj, żeby nigdy nie pomylić nas z Arabami. Jak przy kimś tak powiesz, to będzie to obraza i nie wytłumaczysz się, że to tylko „przez przypadek” – najpierw żartem, ale potem już śmiertelnie poważnie mówi M., pierwszego dnia po naszym przylocie.

Z perspektywy polskiej szerokości geograficznej to niuans, ale na miejscu różnica widoczna jest na pierwszy rzut oka. Persowie (stanowiący większość w Iranie) mają zupełnie inną fizjonomię i inny – znacznie spokojniejszy – sposób bycia. Zauważalny szczególnie mocno na bazarach, zazwyczaj wyciszonych i nieco ospałych. Trochę nieobecnych, podobnie jak imprezy towarzyskie, pochowane za murami domów. Zresztą ponoć suto zakrapiane alkoholem.

Szkocka whisky jest trochę symbolem dwóch światów w jakich żyje Irańczyk. Zewnętrznego ascetycznego i wewnętrznego, szytego trochę na modłę europejską.

Hidżab – obowiązkowe nakrycie głowy, w odwiedzonych przez nas teherańskich domach, jest jak kapelusz czy czapka. Z reguły po przekroczeniu progu, kobiety odkładają chusty na wieszak, niezależnie od obecności „obcych” mężczyzn. Irańskie kobiety zresztą najpiękniej ominęły nakazy systemu. Zza zwiewnych chust wyłaniają się często twarze intensywne, z silnie zaakcentowanym makijażem. Powszechne są operacje plastyczne. Wystarczy wyjść na ulice Teheranu, a po chwili minie nas ktoś z charakterystycznym plastrem na nosie. Nie zawsze to skutek przebytego zabiegu. Ci których nie stać na operację, naklejają plastry pozorując coś na kształt wyższego statusu społecznego.

Teraz patrzymy na Teheran z punktu widokowego zlokalizowanego w centrum parku Jamshidieh. W nocy 13-milionowa stolica migocze niezliczoną ilością świateł aż po horyzont. To zupełnie inny obraz niż ten, który na myśl o Teheranie przychodził mi jeszcze kilka miesięcy temu. Zamiast wysuszonej południowym słońcem miejskiej oazy, to raczej wibrujące, hałaśliwe i niezwykle zatłoczone miasto. Z punktu widzenia turystycznego – obłęd i wyzwanie logistyczne.

W oddali majaczy park Laleh w centrum, a tuż obok niego, jedno z najciekawszych miejsc w stolicy. Mohammed Reza, ostatni szach Iranu, jak na dyktatora przystało – cierpiał na nadmiar gotówki i drogie hobby. W latach ’70 postanowił sprowadzać do Iranu dzieła najważniejszych artystów XX wieku. W środku irańskiej stolicy w 1977 roku powstało Muzeum Sztuki Współczesnej. Dwa lata później szacha obaliła rewolucja, a w ogromnych pomieszczeniach muzeum wiszą po dwa, trzy obrazy na sali. Na ścianach prace Pablo Picasso, Paula Gaugina, Diego Rivery, Wasily Kandynskiego, Jacksona Pollocka i wielu innych. Odrobina wolności w zniewolonym świecie.

W Iranie zakazany jest facebook – konta posiada 17 milionów Irańczyków z ajatollahem Ali Chamenei na czele. W Iranie władza cenzuruje internet, ale ta sama władza rękami policji sprzedaje hasła do ominięcia internetowych zapór.

Kosztuje to zaledwie 1 dolara miesięcznie. „To jest tylko polityka, tu nie ma żadnych zasad, nie robią tego dla Boga, to tylko polityka…” – powtarza jak mantrę M.
W Iranie panuje prohibicja, ale w niemal każdym domu gościom proponowany jest alkohol (kara to 80 batów – ponoć rzeczywiście egzekwowana). W Iranie kobieta nie może być piosenkarką, ale prawie każdy dom ma na dachu satelitę, a w telewizorze pojawiają się tworzone poza granicami kraju teledyski. W Iranie, który oficjalnie przez lata prowadził antyamerykańską politykę, co drugi telefon w teherańskim metrze to Iphone, a dla wielu młodych Irańczyków USA to wzór do naśladowania. W Iranie władza rządy sprawuje autorytarną ręką, a jednak niektórzy o tym zapomnieli. Być może drzwi zostały zbyt szeroko uchylone. Być może w 2009 roku Irańczycy uwierzyli, że mogą zrobić jeszcze jeden krok i wyszli na ulice. To był ten jeden krok za daleko. Stolica zapłonęła, padły strzały, zginęli ludzie. „Zielona rewolucja” przypomniała, że choć minął czas najcięższej dyktatury, system trzyma się mocno i nie zamierza przekraczać wyznaczonych przez siebie granic.

– Czasem czuję się tu jak ktoś obcy. Żyję w moim kraju, a jednocześnie za nim tęsknię – mówi M., kiedy wychodzimy z Jamshidieh.

ministerstwo-przewodnictwa-uprasza-o-niezostawanie-w-kraju-b-iext28143382Iran jeszcze bardziej od środka
Hooman Majd, Ministerstwo Przewodnictwa uprasza o niezostawanie w kraju. Amerykańska rodzina w Iranie. Kraków 2015.
„«Musisz jechać do domu! – powiedziała [żona Majda] pewnego razu po tym, jak opisałem jej dom swojego dziadka. – Będziesz nieszczęśliwy, dopóki tego nie zrobisz». Gdy postawiłem stopę na irańskiej ziemi, zrozumiałem, że się nie myliła. Wtedy zapragnąłem zabrać ją tam pewnego dnia, by mogła się przekonać, że miała rację”.
Tym razem Hooman Majd wrócił do Iranu na dłużej. Wraz z żoną i rocznym synkiem przez rok mieszkali w Teheranie, starając się żyć jak Irańczycy . Tym samym borykali się z codziennymi problemami mieszkańców stolicy: jak najkorzystniej wynająć mieszkanie? Jeździć taksówkami czy odważyć się samemu być kierowcą [Irańczycy, delikatnie mówiąc, nie jeżdżą bezpiecznie]? Gdzie znaleźć sklep z żywnością ekologiczną? Ale też w czasie tak długiego pobytu Majd miał wiele okazji żeby lepiej poznać swoich rodaków. Przedstawia więc w książce teorię wielkiego focha i wszechobecne fozuli (czyli wścibstwo), opisuje też irańskie sposoby na obejście cenzury w Internecie, suto zakrapiane alkoholem przyjęcia czy oglądanie w telewizji zachodnich teledysków. Aż chciałoby się powiedzieć: „Irańczyk potrafi” 🙂

0 comments on “Iran. Nie taki jak go malują

  1. Ciekawy opis. Wybieram się do Iranu w kwietniu i skonfrontuje to o czym czytam w różnych relacjach z moimi odczuciami i przeżyciami. Podoba mi się, że nie spłaszczasz rzeczywistości, bo zazwyczaj tak to jest, że jest bardziej skomplikowana, niż się ludziom wydaje. Pozdrawiam !

  2. Bardzo ciekawy wpis. Wśród Polaków Iran to coraz bardziej popularny kierunek wakacyjnych wyjazdów, ale niestety nadal wielu ludzi myli Iran z Irakiem…
    Dlatego ważne są takie posty jak ten – bo pozwalają poznać prawdę o miejscu, które wielu uważa za niebezpieczne.
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz